Miłość

Znajomy harleyowiec, mający istnego świra na punkcie swej maszyny, zajada spokojnie obiadek w letnim ogródku
w Międzyzdrojach.
Jak zwykle obok jego „ukochanej” kręci się mnóstwo turystów. Odwraca wzrok znad talerza, a tam na jego bryce siedzi dzieciak. Więc zrywa się, porzuca kotleta i biegnie.
Z naprzeciwka biegnie również mamusia chłopczyka, jak na filmach prawie romantico, tylko łąki i zwolnionego tempa zabrakło.
Harleyowiec już wie, że nie rzuci mięsem jak zwykle i z lekką bezradnością wrzeszczy:

– A gdybym to ja tak usiadł na twojej mamusi!?!

 

13934785_665204083645420_5185680749586849106_n

Golona

Rozmawiamy z rana z koleżanką o czymkolwiek, byle nie ślinić się na myśl o pachnącym cieplutkim pączusiu, którego wrąbałybyśmy jak kornik puszczę do naszej porannej kawy, a nam absolutnie nie wolno, bo obie jesteśmy na diecie. Wiekuistej, kurde, chyba,
bo trwa trwa , a końca nie widać. Ciągle wynik jest niezadowalający, a my mamy już sny o podłożu erotyczno spożywczym: my nagie w wannie barszczu. Nie, nie razem.
Czytam wiadomości i dzielę się: „W jednej z elbląskich restauracji 60-letni mężczyzna zamówił golonkę i dwa drinki. Kiedy kelnerka przyniosła mu mięsiwo, rzucił w nią talerzem z golonką, po czym po prostu wyszedł z restauracji. (…) Przyznał się, że rzucił golonką i naubliżał kelnerce, ale nie potrafił podać motywu swego czynu.”
– O, to zupełnie jak ja. Nawpier…się na sztywno wszystkiego i zupełnie nie potrafię podać motywu swojego czynu. Ale czaisz? Golonką rzucił w dziewczynę.
– Rzucił… Ja złapałabym ją w zęby…

 

13934604_664704583695370_6935044670274404837_n

Wielkie jaja

Dobra ciocia ze mnie, podarowałam córce koleżanki łosia.
Łoś został uznany za cudnego i mianowany najlepszym kumplem,
przytulakiem oraz towarzyszem niewinnych snów dziecięcych.
Albowiem dziecko widzi świat piękny i prosty.
To jest łoś, po prostu łoś. Zwykła dziecięca zabawka – przynajmniej w takim poczuciu byłam przez kilka dni.

Do telefonu koleżanki:
– Ty widziałaś, jakie ten łoś ma wielkie jaja?

13895431_664704027028759_3452031693296127522_n

Wojna jakby…

Reakcja na post o obronie psa przez człowieka zaskoczyła nas wszystkie.
Dyskusja pod nim jeszcze bardziej. Komentarze broniące psa przy jednoczesnym braku szacunku dla drugiego człowieka.
Czy agresją powinno się reagować na agresję?
Czy jeśli uważamy się za lepszych, bo nie bijemy zwierząt, nie powinna iść za tym dodatkowa mądrość?
Czy nie zachowujemy się podobnie w stosunku do innych dyskutantów jak właściciel bitego psa?
Nie ma bicia, fakt. Przez internet się nie da, ale jest agresja słowna.
Żałujecie psa, wyzywacie jego właściciela przy jednoczesnej agresji w stronę osób, które patrzą na sprawę trochę szerzej?
Piszecie, że pies biedny bo się zsiusiał, a człowiek, który stracił przytomność „od torby z laptopem” to śmieć…
Oczywistym jest, że pies nie powinien być bity. Człowiek też nie.

Osobiście dziękuję Pani Dorocie Welman za to, że nie przeszła obok, nie zignorowała faktu krzywdzenia innej istoty.
Czy zrobiła dobrze? Według mnie tak!
Czy musiała walić torbą z laptopem?
Mam pewność, że nie.
Ale jestem w stanie zrozumieć, że sytuacja była na tyle zaskakujaca i emocjonująca, że poleciało. Odruch. Szybka reakcja.
Działanie pod wpływem emocji to jedno, ocenianie sytuacji z wygodnego fotela – to drugie.

Bicie jest słabe, agresja jest słaba. I nieistotne jest czy dotyczy zwierzęcia czy drugiego człowieka.
Z biciem zwierząt jest jak z biciem dzieci. To istoty mniejsze, słabsze, kochające bezwarunkowo i najłatwiej je skrzywdzić.
Bicie to słabość bijącego.
Bicie to nieradzenie sobie z sytuacją, to ujście stresu, problemów i brak panowania nad sobą.
Bicie to najgorszy sposób na wyrażenie dezaprobaty.
I w końcu, bicie jest po prostu bolesne.
I nieważne jest czy bijesz psa, kota czy człowieka.

Idealny scenariusz wyglądałby tak, że do bicia psa w ogóle by nie doszło.
Połowicznie idealny tak, że Pani Dorota widząc mężczyznę bijącego zwierzę, podeszłaby i wytłumaczyła, że tak robić się nie powinno.
I właściciel psa z pełnym zrozumieniem swojego błędu, nigdy więcej nikogo nie uderzył.

O to jednak trudno. Zwłaszcza gdy będąc świadkiem takiego zdarzenia często pojawiają się silne emocje.

Nie pochwalam metody: oko za oko, ale też nie zdarzyło mi się być w podobnej sytuacji. Nie wiem jak bym zareagowała.
Raczej nie walnęłabym torbą, pewnie rzuciłabym jedynie jakiś komentarz w stronę właściciela psa.
Ale mam inny temperament niż Pani Dorota i raczej należę do tych osób, które niestety czasem nie zareagują.
Niestety, bo reagować trzeba!
Niezależnie od tego czy widzimy bitego psa, szturchane dziecko czy bitego lub obrażanego dorosłego człowieka.

I Pani Doroto, jeszcze raz dziękuję.
Nie za formę „edukowania”, ale za samą reakcję, a za obronę krzywdzonego.

13051575_1157865614237592_3453678065700035127_n

fot. Marc Riboud

**

Wellman, szczeniak, brutal, prawo, bezprawie. Wszystko to wydarzyło się w jednej chwili. Ciężko ogarnąć złożoność sprawy.

A tutaj pojawia się dyskusja jakby sprawa dotyczyła bezpieczeństwa narodowego. Mowa o sytuacji gdy kobieta walnęła torebką dupka tłukącego psa.
Inna perspektywa, a my, Polacy jesteśmy gotowi brać się za łby albo innych wysyłać do gazu.

Tak można rozważać w nieskończoność, ale mimo odmiennych zdań wciąż szanować się wzajemnie.

 

Basia i Kinga

Syndrom dnia następnego

Nadrobiłam zaległości towarzyskie (czyt.wyszłam w końcu jak biała kobieta z koleżankami w piątek). Jak wychodziłam, to ojciec moich dzieci poinformował mnie, że ogarnie sytuację, miłego szlajanka, kochanie, ale po powrocie sobota moja, ja śpię, ty masz dyżur.
Coś wam poradzę. Nie składajcie tej pochopnej obietnicy nigdy, newa, nikagda, kurde. Nawet, jak się wam będzie chciało najbardziej na świecie wyjść.
Następnym razem umawiam się na pakiet obejmujący next day do 14.30 najmniej.

matkamatka

Twarz

Skacząc po kanałach zawieszam się na chwilę na programie tak zwanym plastycznym. Dokładniej chirurgia plastyczna, lasery, bajery. Właśnie pani w tv poddawana jest laserowemu odmładzaniu buźki. Mój siedmiolatek dopytuje co to takiego.
– Pani odmładza sobie twarz, likwiduje zmarszczki laserem.
– A Ty byś też tak chciała?
– Hmmmm, no nie wiem….
Młody przybliża się i patrzy wnikliwie na moją twarz:
– A nieee, Ty nie musisz!

twarzn

Motel na godzinę

Wracamy z weekendu, lekko pokłóceni . On złośliwy, jak zawsze, ja nie pozostając mu dłużna,  też jak zawsze. Ciosy padają coraz bardziej wyrafinowane, zaczynamy się już łapać za tematy łóżkowe.
On: Patrz, motel na godziny. Przy twojej ochocie i fantazji, chyba dźwigiem musiałbym cię tam zaciągnąć. Na numerek.
Ja: Na godziny. Na godziny, mówisz. I co byś ty tam przez pozostałe 45 minut robił?

marcy